fbpx

„- 9 miesięcy”

Mama z Tatą tak z lubości
nie chcąc już pogrywać w kości
przy tym na nic czas roztrwaniać
się zaczęli zastanawiać,

co tu zrobić dla ludzkości
by podźwignąć ją z małości,
oraz jakim to sposobem
step uczynić żyznym lądem.

Dwóch umysłów pracy efekt
daję słowo to nie defekt,
bo poczęli siksę małą
Olą Połatajko zwaną.

„Narodziny”

Cicho wszędzie, głucho wszędzie,
kilka skurczów i westchnięcie,
oddech, koncentracji chwila,
no i znowu się wysila.

Z całej siły prze do przodu
aby skróciæ czas porodu.
Zęby w wargi mocno wbija.
Jeszcze chwila! jeszcze chwila!

Lecz niestety z sił opadła.
Już nie mogę! – słychać z gardła.
Jeszcze trochę. No wytrzymaj!
Będzie dobrze. Możesz. Ufaj.

więc podnosi ciało słabe
by urodzić w końcu Babę.
Dłońmi swymi poręcz chwyta.
I ruszyła już z kopyta.

Pełna życia i energii!
Ponad ciałem, które cierpi
duch unosi, moce zbiera,
no i w końcu ją wypiera.

A tu nagle wrzask i wycie,
łez strumienie, złości kwiecie.
No bo zimno Olce w pupę
i zabrali jej „chałupę”.

Takie oto wydarzenia
były w chwili narodzenia.
Odtąd częściej słychać było
jak u Połatajków wyło.

„ 1 rok ”

Miśki, lalki i konewka,
palce Taty, kredki, drzewka,
długopisy i ołówki
i do włosów Mamy wsuwki,

książki, grabi, gumki, wieszak,
kabel, mydło, guzik, trzepak,
dywan, taboret i krzesła,
śliniak, śpiochy, żołnierz z drewna…

Wszystko w koło pogryzione,
okoliczności znajome.
A wszystkiemu winne zęby
co wyrastać chcą już z … buzi.

„ 2 lata ”

Znów wyrżnęła się Olucha
bo zsunęła się pielucha
i chodzenie utrudniła
o czym mała dawno śniła.

Że się często sny spełniają
i rodzice szansę dają
to też się podnosi Ola.
Idzie. Lecz nie do przedszkola.

Za to po swą ulubioną
lalkę Zosię wymarzoną.
Lecz pielucha znowu sprawia,
że się na podłodze zjawia.

„ 3 lata ”

Ja bym chciała na nocniku
robić kopę oraz siku.

„ 4 lata ”

Poszła w końcu do przedszkola.
Już bez pieluch! To ci Ola!
Lecz nie wzięła parasola.
Oj ta Ola, oj ta Ola.

„ 5 lat ”

Na górze róże, na dole fiołki…
Grzesio i Dyzio to dwa matołki.
Lecz polubiła ich Ola mała
i swe kanapki im oddawała.

Za to chłopaki w rycerskiej walce
tłukli swe twarze w bloku, na klatce
mając nadzieję, że ten co zwycięży
spodoba się Oli (jako bardziej mężny).

Tak obstukali oblicza swoje
Różnorodną bronią prowadząc boje.
A Ola biedaków wciąż dokarmiała,
bo waść ta okrutnie ich ciała zżerała.

„ 6 lat ”

Cześć niechaj będzie i wszelaka chwała
Tej, która pierwsza w gumę grywała!

„7 lat ”

– Zeszyt, długopis, ołówek, kredki,
gumka, kątomierz, tornister lekki.
No chyba wszystko. Już idę Mamo!
A może by tak… Odwieziesz mnie Tato?

– Jasne! – tak odrzekł poczciwy Tata,
po czym zaprosił córkę do fiata,
by po raz pierwszy, lecz nie ostatni,
szybko do szkoły odwieźć, gdy zaśpi.

„ 8 lat ”

Ta, z którą siedzę przy ławce jednej
nie ma tak dobrej koleżanki żadnej,
która by mogła memu oddaniu
dorównaæ. I jej przy mnie czuwaniu.

To szczęście wielkie, że Bóg, nasz Pan
z niej dla mnie taki uczynił dar.
Chwała niech będzie jemu na wieki!
On chyba nie jest taki daleki?

Tak od religii pani mówiła
i że to prawda słowo nam dała.
Może to prawda, a może nie.
Do komunii pójdę, okaże się.

„ 9 lat ”

Smutek i trwoga, brak sensu życia
to będzie skutkiem pani odejścia.
Już marsz żałobny mi w uszach buczy,
bo rok ostatni nas pani uczy.

„ 10 lat ”

W czwartej klasie na wagary.
Potem łomot, dupsko piecze,
dwa tygodnie zmywasz gary,
a klasówka nie uciecze.

„ 11 lat ”

– Zrobimy dyskotekę? – wychowawcę pytam.
Ten w dziennik zerka. Mizerne szanse.
Jednak z nadzieją cierpliwie dość czekam.
Co powie? Ten rzecze spokojnie – Jasne!

„ 12 lat ”

Kiedy byłam jeszcze mała
szóstoklasistką być chciałam.
I gdy w piątej klasie zdałam
zerkłam w lustro. Ciągle mała!

„ 13 lat ”

Powiadają ludzie mądrzy:
– Ucz się wcześnie, wtedy zdążysz.
Czyżby była to namowa,
aby w wiedzę rosła głowa?

„ 14 lat ”

– Co za męczarnie w tej ósmej klasie!
Czasu już nie mam w ogóle dla się!
Zakuwam ciągle, bez chwil wytchnienia!
Czasem mam dosyć! Ale marzenia

i wiara w to, że się dostanie,
Liceum mężnie przekroczy bramę,
mocą napełni z sił opadającą,
by mogła dalej uczyć się nocą.

– Zdam, nie zdam, zdam, nie zdam,
zdam…

„ 15 lat ”

Prawdziwy cud nie często można
zobaczyć. Co tam dopiero zaznać
cudu. Na własnej skórze doświadczyć.
Móc swymi oczyma na to patrzeć.

A takowe szczęście dane Oli było,
gdy się w egzaminach jej poszczęściło.
Marzenia realne nagle się stały
i świat – tak szeroki – otworzył się cały.

Bo Liceum szkoła nie byle jaka!
Kończył je Henio – twórca „Tik Taka”,
oraz Janosik i Mieszko Pierwszy,
Adam Mickiewicz, ten twórca wierszy.

I wielu innych zacnych tego świata
jak Ambroży Sobek, czy Adolf Sałata,
w liceum głowę wiedzą napełniali.
Na studia wszyscy jak jeden zdali.

W tym właśnie miejscu sobie pozwolę,
nawiązać do pierwszej, co sławi Olę
części poematu, który tu piszę,
dosyć pokracznie. No ale wierszem!

Jak już pisałem, w swej zuchwałości
– podczas pamiętnej nocy miłości
zamysł rodziców był pomóc ludzkości
i wyrwać ją ze świata małości.

Więc cud czerwcowy z przed laty paru
był początkiem, odkrywania daru
jakim się Ola dla świata stała.
Właśnie ta Ola, ta Ola mała.

„ 16 lat ”

Czasem bywają i takie chwile
gdy dobre czasy wspominać jest mile,
a aktualne cierpliwie znosić
i Boga o zmianę wydarzeń prosić.

„ 17 lat ”

– Z kim ja to zrobię? Ten pierwszy raz!
Tak aby przy tym zachować twarz.
By było dobrze, fajnie i miło.
Aby się potem po nocach śniło.

Henryk za brzydki, Andrzej brodaty,
Tomek za bardzo się słucha Taty.
Wojtek? No może. Sylwek? No, no!
A może Zbyszek? Noooooo!!!

I tak oto niecny Zbychu kudłaty
przywdziawszy wyjściowe, dostojne szaty
bawił na półmetku klasowym Oli
się całą Bożą nockę do woli.

„ 18 lat ”

I tak już doszliśmy do miejsca tego,
gdzie podsumowanie zrobić wszystkiego
jest czas najwyższy. A więc uwaga!
Teraz Ci będę życzenia składał.

Dzień niechaj będzie ku chwale Pana,
porządny obiad, potem banana.
Serce – obszerne, otwarte, ciepłe,
gesty – serdeczne, dobre i zwykłe,
których nam wszystkim na codzień trzeba
niczym płomieniom gasnącym drzewa.
I bądź cierpliwa dla niecierpliwych,
zawsze życzliwa dla nieżyczliwych.

Lecz nie naiwna! Wciąż szanuj siebie,
a także wszystkich tych, którzy Ciebie
w głupocie swojej szanować nie mogą.
I zmierzaj odważnie wyznaczoną drogą,

do celu miłości, szczęścia i pokoju,
gdzie nikt nie cierpi, nie znosi znoju.
Gdzie każdy ma to wszystko co trzeba
i co dzień spożywa Niebiańskiego Chleba.

Tego Ci życzę. Sylw z zacnego rodu,
szlachetność miłujący, który serca głodu
zaspokoić pragnąwszy, wyrażając siebie
poemat napisał specjalnie dla Ciebie.


Na 18-ste urodziny Oli Połatajko
kwiecień 1995.