fbpx

Miarowymi klapnięciami zbędności ptasich
czas mi upływał w parku nad stawem,
snując się z wolna ku nocy co zgasić
miała zbudzone słońce nad ranem.

Wierną towarzyszką podróży jego
była muzyka gitarą wzbudzona.
Dawno co prawda, lecz teraz z mego
wolkmana dobrze dość odtworzona.

Jak zresztą jedna z wielu miejscowych –
– ławka, na której zasiadłem sobie,
jawiła, przechodniom sekrety sercowych
wyznań. Myślałem o Tobie.

Konewko, ręczniku, szafo, żyrafo,
kwiateczku, dzbaneczku, słońca promyczku,
wazo, zarazo, grzmocie, niemłocie,
mój Ty radości serca nocniczku.

Piszę do Ciebie nie w czas, nie w porę,
ze dwa tygodnie za późno chyba,
lecz ciężko przełamać zapomnień zmowę,
która wciąż dobre postanowienia zrywa.

Ale gdy tylko umysłu królewicz
rozbudził pamięci królewnę zaspaną,
następnie do ładu się doprowadzić
pomógł, to wtedy usłużył mi radą.

Idź do Ujazdowskich Borów. Znajdziesz ławkę,
zwykłą obdrapaną, w odcieniu brązowym
popatrz na drzewka i zieloną trawkę,
ciesz się, żeś jest zdrowy i dobrej budowy.

Tak też uczyniłem. Ławkę zobaczyłem,
trochę posiedziałem, na drzewka patrzyłem,
o Twych urodzinach myślałem, myślałem,
chciałem wiersz napisać lecz się rozmyśliłem.


Ewie Mierzejewskiej
Warszawa 12.09.1995