fbpx

Odchodzę.
Mój czas dobiega końca.
Dojrzewa owoc po to, by potem stać się ziarnem.
Obumrę.
Już dobrze to pojmuję.
Mój wdzięk otuli ziemia, a inny Cię poruszy.

I nikt się nie zapyta, czy chcę swe życie oddać.
I nikt się nie zlituje, ni życia praw nie zmieni.
Tak będzie mimo woli. I mimo upodobań,
przeminę niczym trawa, co schnie w promieniach słońca.

Nie będę zatrzymywał i w rozpacz nie popadnę.
Rozłożę swe ramiona najszerzej tak, jak umiem.
A potem utajony z bliskości i z oddali
z lwią siłą będę Ciebie chronił.


Mojej i Niemojej Magdzie
Warszawa, 10.06.2003.