fbpx

Jam Ci Zorro rumiany, co mu latem bociany
oddech w piersi wstrzymują. Gdy nad łąką szybując
w hołdzie odkryć Darwina, któryś z ptaków zaczyna
bety ludziom roznosić, wtedy chce mi się prosić,
by się wolnostrzelectwo mego życia choć nieco
krótszym stało. Albowiem trudno czekać jest codzień.

Teraz gdy po Jurkowie szarość gości w mej głowie,
której prostą przyczyną jest normalna skądinąd
tęskność w sercu goszcząca, jeszcze bardziej do końca
tego stanu mi spieszno. Mam ja głęboką wdzięczność
za te chwile radości, gdy w koniecznej skrytości
dziewcząt urokiem mogłem sycić swe oczy głodne.

Lecz od drugiej zerkając strony, a przy tym mając
planów swoich świadomość, dobrze jest, że mi miłość
ku jedynej daleka. Bo gdy czasu nie styka
często na rzeczy wiele i w portfelu mam ziele
polne zamiast kapusty… dobrze czekać, a pusty
dzban serducha swojego trzymać do roku siego.

Czasem mam wątpliwości jeszcze innej jakości
lub jak wolisz – rodzaju. A no co roku w Maju
chyba się to zaczyna, że nie jedna dziewczyna
ale z dziesięć spokojnie, gdy uśmiechem zbyt hojnie
mnie durnego obdarzy, to się marzy, oj marzy,
aby z każdą miłości wspólnej dzielić radości.

Ale w duchu się śmieję, że się dzieje jak dzieje,
bo jedynym zapewne, to ja tutaj nie będę,
który takie pragnienie, albo trafniej marzeniem
to określę, posiada. Bowiem tak już się składa,
że zachłanność się sama, w sercu młodym układa,
no i nie chce z kumplami dzielić się dziewczynami.

Esz! Młodości problemy, które tak szybko chcemy
z wszelkich supłów rozwiązać, co gdy na nie spoglądać
z odległości mniej znacznej, analizie je bacznej
z ostudzoną krwią poddać, to nam zaczną wyglądać
na mniej znacznie zawiłe, choć nieznane, to miłe
i nadzieję niosące, że i nam wzejdzie słońce.

No bo choćby na Mirka, wzrokiem rzuć przez chwil kilka.
Stary zbój Topolewski, znawca sztuki niekiepski,
tyle wiosen bez baby pędził żywot ciekawy.
I gdy w kościach poczęło strzykać mu, to go wzięło
by odmianę dokonać swego stanu. Jak widać
dziadkom nie mniej powodzi się niż gdy byli młodzi.

Bądźmy więc i my mężni, w życiu stali i prężni.
Nie ma co się obawiać. Sam to zwykłeś mi mawiać,
że około trzydziestki warto czas skończyć sielski.
Póki co Świrosławie myślę, będzie ciekawie
i serducho się wzruszy raz kolejny, gdy ruszy
do Najświętszej Panienki orszak Uroczych wielki.

Kończąc to rozważanie, chcę Ci wspomnieć waćpanie
choćby nieco o pracy. Jak wiadomo na tacy
forsy nikt nie podaje, więc czy słońce, czy leje
bój w tej kwestii trza czynić. Dane było zaistnieć
mej osobie publicznie, artystycznie, ulicznie
i wśród hojnych słuchaczy (że mi płacą to znaczy).

W każdy wieczór przybywam, gram, tańcuję i śpiewam.
I gdy deszcz nie przeszkadza to z reguły przypada
to do gustu słuchaczom. A z kolei ankietom,
które żeś mi polecił, Wenus chyba nie świecił
zbyt pomyślnie i nie ma nic tu do pochwalenia.
Ale o tym opowiem Ci w szczegółach niebawem.


Mariuszowi „Świr” Wróblowi
Warszawa 29.07.1997