fbpx

„Co Ci napisać w myślach się gubię
czy…” – tu przerwał słów dalszych nie znając,
potem dopisał – „…bardzo Cię lubię.’
Prawdę napisał. Jak zajcem zając.

Bo w końcu łgarstwo nie w jego stylu,
toć był harcerzem chyba z dwa lata.
A jeszcze wcześniej do zuchów chodził,
w siatkówkę grywał. A jego Tata

dumnym był wielce z powodu tego.
Co z resztą wszystkim w koło ogłaszał.
On jednak pragnąc być „bardzo skromnym”
powodom dumy ciągle zaprzeczał.

Chociaż gdy czasem w swym sercu małym
myślał o sobie, swych poczynaniach
to czuł się dość wartościowym człowiekiem
i lubił gdy inni o jego sprawach

mówili dobrze, z lekkim zachwytem.
Ale publicznie mówił -”przesada!”
na wierzch wyciągając wszystkie swe wady
myśląc, że prawdę im opowiada.

I opowiadał prawdę ciemnawą
o swoim życiu różnych przywarach,
o niezbyt dobrych przyzwyczajeniach,
niedociągnięciach, grzechach i wadach.

Nie spostrzegł jednak owy młodzieniec,
że ukazując stronę medalu
tylko tę ciemną, niepozytywną
dokonał zmiany swego obrazu,

stając się (w prawdzie dosyć powoli)
takim człowiekiem o jakim mówił
gubiąc gdzieś radość ze swego życia,
chyba się nawet trochę nie lubił.

Nie dobrze mu było z tym stanem rzeczy,
widząc jak inni radują się wielce.
Ciemnością będąc tak przesiąknięty
mówił – „nie umiem” i trwał w rozterce.
Nie wiedział jednak, że rozwiązanie
w nim samym tkwi już chyba od wieków.
Nie wiedział, że trzeba siebie pokochać
i cieszyć się ze swoich talentów,

własnego wdzięku, zdobytych szczytów,
miłości ludzi, nosa i oczu,
gry na gitarze, znajomych dziewuch,
dobrych przyjaciół, Boga i domu.

Tak trwał w przekonaniu, że się uzdrowi
o swych słabościach myśląc i mówiąc,
że nie wie, nie umie, że nie potrafi,
codziennie krzywdę sobie czyniąc.

Aż dnia pewnego, jadąc w pociągu
i książkę czytając o optymizmie
coś zaświeciło przez krótką chwilę
i w łep zakuty jak mu nie gwiźnie.

Co to takiego? Zaraz napiszę
Ci droga Ewo, byś nie czekała
za długo na to jedząc paluszki,
czy też paznokcie poobgryzała.

Doszedł do wniosku, że jest szczególny,
niepowtarzalny jak każdy człowiek,
że wiele może jeżeli zechce…
I już w pociągu nie zmrużył powiek.

I tak sobie myślał z uśmiechem na ustach,
ciesząc się z tego, że inni się cieszą,
z jego ważnego w świecie żywota.
Zapragnął wielce przyoblec się w wdzięczność

za wszystkie dobre i miłe słowa,
które płynęły z ust dobrych ludzi,
które wzmacniały chęci do życia…
i poczuł jak się ze snu obudził.

Bóg jest cudowny w swym miłosierdziu
i godne podziwu są dzieła Jego.
Postawił Ciebie na mojej drodze.
O kurcze! Naprawdę!

Co byś zawsze była taka kochana.


Na 17-ste urodziny Ewy Mierzejewskiej.
Pociąg Ostrołęka – Warszawa jesień 1993.