fbpx

Wiedziałeś,
że choć zawile,
to mówię sprawy jasne i proste,
niewygodne
i nie pasujące do uszu bardziej ciasnych niż brama.
(Rozum zwiedziony życiem,
kierunkiem nauczania,
rodzi stereotyp
i zdolność słyszenia prawd jednostronnych.
Słyszałeś obie…
Mam pewność.)

Rozumiałeś,
że się nie mylę,
że dowodzę słuszności,
którą sam się kierujesz.
Owce wiodłeś inaczej…

Nie twierdzę, że poszły za Tobą.
Wygodny był Ci kierunek, które same obrały.
Wygodnie więc było milczeć,
pozwolić, by poszły,
nie chcąc słuchać już tego,
co się zagubi niebawem.
I tak też się stało…

Zdaje się, że nikt nie zauważył,
że drużyna mniejsza.
Zdaje się, że nikt nie zawołał:
„Co się znów tak ociągasz?!”
Zwartym szeregiem,
ku chwale Stwórcy,
ruszyły dalej podbijać pastwiska.

Zostałem,
sam jeden,
w krzakach,
z sercem jak rogi boleśnie skręconym…

Z żalem i złością,
wbija się ziemia twarda w kopyta.
Drży cała, choć milczy,
gdy brawa biją przegranym.

Z nieznanych stron słychać tętent,
to kroki dzikich i niepokornych,
czarnych i upartych,
tych co się nie boją
beczeć w stadzie inaczej.

Ich też ktoś kiedyś zwiódł
bajką o dobrym pasterzu.

Warszawa, 16.12.2007.