fbpx

Glorii i chwały, czci, uwielbienia
godzien jest latoś czas wybawienia
spod niemocy władczej, despoty ostoi,
zguby w niecności haniebnej zbroi.

Co na rok przeszło okryło żałobą
Jasnogórskich rycerzy, którzy z gołą głową
w szranki deszczu stawali w boju pielgrzymkowym
szlachetnym i godnym by go nazwać zdrowym.

Więc gdy nawał wiatrów mocno nieprzychylnych
wyrwał mi negatyw z d³oni już bezsilnych
nie wiadomo kiedy i jakim sposobem,
nadszedł czas ciemności i powiało chłodem.

Rzeka zapomnień, ponowień pragnień,
niewiara w cuda, wskrzeszanie marzeń,
z twarzą nieskalaną cieniem zaginionych,
w kadrze czasów przeszłych wiecznie utrwalonych.

Oczy jeszcze syte widokiem przyjemnym
chłoną głód od serca długiem już zaległym,
każąc w dyby zaprząc golenie leniwe
w służbę rekonstrukcji dając swoją siłę.

Niestety niestałą, rwącą czas i pęta,
w które całość dla dobra mocno była spięta.
Więc się rozpadł na dwoje łańcuch kolorowy.
O rychłym więc końcu nie było już mowy.

Ale nadszedł wreszcie gość oczekiwany
przez proroka Sylwestra niewiernie głoszony.
Czas w łonie, którego zrodził się na nowo
negatyw co w mocy utrzymuje słowo.

Dane w dzień haniebny, że nie spocznie póki
krwią i potem własnym nie wypełni luki
co honor plugawi, na śmieszność wystawia
i kolejnej szansy na długo pozbawia.

Racz życzliwym wzrokiem spojrzeć raz kolejny
na mą postać w błocie pokory tytłaną.
Wybacz zwłokę ogromną, całe zamieszanie,
oraz zechciej przyjąć małe dziękczynienie.
Żeś cierpliwość miała, wiary dochowała,
raz siedemdziesiąty ósmy wybaczała,
klątwy wstrzymywała, noże odkładała…
Amalahuejkum, amalahuejkum!


Agnieszce Żebrowskiej
Ostrołęka 17.08.1995.