fbpx

Drzew włosy rozwiane wiatru ciepłym tchnieniem,
wplecione w me myśli pełne zabiegania,
przywracają ciszę otulając cieniem
wytrwałej, młodzieńczej woli miłowania.

Niepośpiechu pejzaż zachwycił mnie nowy.
Podszedłem więc bliżej. Delikatnie palcem
zepchnąłem na ziemię kroplę wspomnień z trawy,
która świadkiem była czasów gdym był malcem.

Czasów dawnych krople, niczym sznur korali
rozprysł się po ziemi suchej zapomnieniem.
Znów zakwitły kwiaty, które żeśmy siali,
zachwycając miłym woni swej westchnieniem.

Ujrzałem kobietę co ciepłem spojrzenia
choroby zimowej lody roztapiała.
Stała tuż za oknem, wolna od zwątpienia.
Choć mróz dokuczliwy książkę mi czytała.

Znów podszedłem bliżej. Przez lat wielu mglistość
nie mogłem niestety słuchem treści objąć.
Lecz jej twarz poznałem. Wyczułem tę bliskość,
którą serca dłonią znowu mogłem dotknąć.

Stała tak codziennie z okna drugiej strony,
które mróz od ciepła i zdrowych od chorych
szczelnie oddzielało. Byłem nieświadomy,
żądając ciekawych bajek codzień nowych.

Patrzyłem w tę kroplę całą mokrą łzami
i pojąć nie mogłem cóż jest to za siła,
co ból zimna topi. Wnet myśl przyszła ta mi,
że to Miłość Matki gorącą tak była.


Kochanej Mamie
Warszawa 26.05.1996