fbpx

Dziś napiszę mój Ryszardzie
słów kilkoro o wierności.

Nie jakobym w tym temacie
wiedzy słusznej zebrał dość i
teraz mądrzył się przed Tobą,
swoja oświecona głową.
Raczej własne doświadczenia
będą mi za przewodnika.
Wniosków prostych tutaj kilka
Ci przedstawię.

Poruszenia,
których nie brak w moim życiu,
pokazały mi ponownie,
że rzetelnie w wiernym byciu
wytrwać trudno niewymownie.

Oczy wciąż niewychowane
patrzą chciwie i zachłannie,
myśli tak porozpraszane
porównują gdzie jest ładniej.
No i rodzą się pragnienia,
aby iść za głosy tymi.

Lecz gdy spełnić ich życzenia
zapragniemy, niewiernymi
nas uczynią w mgnieniu oka.
Z dołu, z boku i z wysoka
przyjdzie później zawstydzenie,
żeśmy się zaparli siebie.

Myślę więc, że przeciw sobie
stawać muszę w swej obronie.
Bowiem to, co w mojej głowie
rodzi się czasami, to nie
bardzo służy memu szczęściu.
Bo nie może tkwić w odejściu
od podjętej w sercu rzeczy
szczęście, które serc dotyczy.

Inne jeszcze spostrzeżenie.

Czasem smuci nas szalenie,
kiedy wierność nas kosztuje
pięknych rzeczy utracenie.
Wiem, że każdy, kto ślubuje
przejdzie takie doświadczenie.
I spostrzegłem, że podobnie
jak z pięknymi dziewczętami,
które uczą niewymownie
(no nie zawsze, acz czasami,
gdy się boisz, że wdzięczniejsze…),
że istotą miłowania
nie jest kwiaty najpiękniejsze
zbierać bez opamiętania.

Bo tak miłość jak i wierność
są przymiotem posiadacza

nie postawą atrakcyjnością przedmiotu wzbudzoną.

Rysiowi
15-16.07.2002