fbpx

Nie wiatrem kierowane,
lecz dziwnym zrządzeń wewnętrznych tchnieniem
rozdzierały niebo lotem nieprzewidywalnym.
Tysiące! Czarna chmura wewnętrznie niezgodna.

Nie czekałem ciszy, co w gałęziach je skryje,
lecz gwizdem głośnym i przenikliwym
spłoszyłem do lotu.
Wzleciały.

Zaszumiało przed oczyma od kierunków zmiennych,
a serce uciszyło zdumienie.
Ująłem czułością Twych ust kształt tak miły…

Z wysokości nieba – patrzały.

Mojej Magdzie
Warszawa, noc z 18 na 19.02.2004.