fbpx

Uproszczę sobie sprawę. Założę, że jesteś mężczyzną, że miałeś w przeszłości doświadczenia seksualne z kobietą. Miałeś je, bo chciałeś je mieć. Innych motywów nie rozważam, nie wnikam w nie, choć wiem, że mogą być bardzo zróżnicowane i w ocenie całości – bardzo ważne. Dla sedna moich rozważań nie będą jednak bardzo istotne.

Nie będę się zagłębiał w różnorodne możliwe odcienie Twoich doświadczeń i kierujących Tobą motywacji i co się z tym wiąże – różną ocenę tego, co robiłeś. Jednym słowem – nie jest dla mnie ważne, czy robiłeś to z tzw. miłości, czy też z jakiegokolwiek innego powodu. Nie interesuje mnie też, kim była ona, ani ile ich było – jeśli było ich więcej niż jedna. To nie jest aż tak ważne dla sedna tego, o czym będę pisał.

Nie zrozum mnie źle. Nie twierdzę, że to nie jest ważne. Jest, ale nie w tej chwili.

Bierz poprawkę na wszystko, co będę pisał, uwzględniając swoją osobistą sytuację, skalę i motywy swoich przedmałżeńskich seksualnych doświadczeń. Sedno mojego przesłania, istota strategii, którą będę Ci chciał przedstawić, nie powinna jednak – jak sądzę – ulec zmianie.

Założę też jeszcze jedno. Spotkałeś kobietę, z którą chciałbyś się związać do końca życia. Ta kobieta czekała na Ciebie. Ona nie miała doświadczeń seksualnych z innym mężczyzną.

Jeśli jesteś kobietą – bardzo łatwo powinno Ci się udać przełożyć moje sugestie na Twoją sytuację.

To, co nazwałem „strategią”, jest tak naprawdę tym, co moim zdaniem powinieneś teraz zrobić. Strategia ta składa się z poniższych siedmiu kroków. Kolejność ich wykonywania ma moim zdaniem istotne znaczenie.
1. Uznaj swoją winę.
2. Powiedz jej, co zrobiłeś.
3. Podejmij pokutę i powiedz jej, że pokutujesz.
4. Powiedz kobiecie z przeszłości, że Twoja dziewczyna o wszystkim wie, a potem pozwól tamtej w sobie „umrzeć”.
5. Poproś tę, z którą teraz jesteś, o przebaczenie.
6. Bądź cierpliwy, pokorny i pełen szacunku dla siebie.
7. Bądź wdzięczny Bogu, że Ci przebaczył.

Czas na rozwinięcie.



 


Pobież za darmo:



 

1. Uznaj swoją winę

Nie znam rozsądnie myślącej i wewnętrznie uporządkowanej osoby, która cieszyłaby się z tego, że wiąże się z osobą „doświadczoną” seksualnie. Wcześniejsze doświadczenia seksualne naszych partnerów nie są dla nas przyczyną radości.

Brak odczucia radości z doświadczeń seksualnych naszych partnerów jest najbardziej łagodnym z odczuć, jakich możemy doświadczyć. W rzeczywistości bardzo często rodzi to po prostu ból, żal, rozgoryczenie, poczucie zdradzenia, jakiegoś bardzo silnego zawodu.

Wiele osób próbuje uciec od tych trudnych uczuć, starając się nie dopuszczać do siebie myśli, że to naprawdę mogło się stać. Wolą nie myśleć, nie pytać, wolą uznać temat za nieistniejący. „Lepiej nie wnikać”. Próbują jakoś stłumić w sobie ten ból. Jakoś go głęboko schować, zakopać albo wyrwać z siebie. Często – bezskutecznie. Myśl o tym, że był ktoś przed nami – wraca, wraca często i często boleśnie.

Skalę i rodzaj tych uczuć trudno jest sobie w pełni wyobrazić osobie, która tego nie doświadczyła. Takie uczucia wydają się być przesadzone, nadmierne, rozdmuchane, zbyt długo trwające – wynikające raczej z jakiejś nadwrażliwości drugiej osoby, z jej złej woli, z jej skłonności do „rozdrapywania ran”, wracania do rzeczy raz „rozwiązanej”… niż z faktycznych naszych czynów. Przecież nic takiego się nie stało?! Przecież to tylko przeszłość?! Przecież nic mnie już z tamtą kobietą nie wiąże?!

Dopóki tak twierdzisz, dopóki bagatelizujesz wagę swoich czynów, dopóki nie uznajesz za wielkie zło tego, co zrobiłeś… jesteś w sytuacji bez wyjścia – uniemożliwiasz wstanie z kolan kobiecie, którą swoją przeszłością na nie rzuciłeś.

Dlatego zanim cokolwiek o swojej przeszłości i swoich doświadczeniach jej powiesz – a do powiedzenia będę Cię zachęcał – musisz w sobie samym dojść do odkrycia pełni prawdy o przytłaczającej wadze Twoich czynów. Gdy ta prawda powali Ciebie samego na kolana, znajdziesz wówczas najbardziej właściwe słowa, najbardziej właściwy ton głosu, najbardziej właściwy wyraz twarzy i w dłuższej perspektywie przyjmiesz najbardziej właściwą postawę.

Będąc „małym”, będziesz też „lekkim”. A pamiętaj, że tak jak Twoja przeszłość, Ty sam będziesz dla niej teraz ciężarem. Jej nie boli to, że ktoś tam kiedyś przespał się z jakąś kobietą. Ją boli, że tym kimś byłeś Ty. To Ty jesteś ciężarem, który ona musi teraz dźwigać. Dlatego musisz być „lekki” – mały, skruszony i pokorny.


Zapraszam do subskrypcji Newslettera


2. Powiedz jej, co zrobiłeś

Tak, jestem za tym, abyś jej powiedział, abyś powiedział jej, co zrobiłeś. Ona ma prawo to wiedzieć. Ty masz obowiązek jej to powiedzieć. Ona, wiążąc się z Tobą, czyni największą inwestycję swojego życia, zawierza Ci swój najcenniejszy kapitał, skarb – zawierza Ci samą siebie… do końca życia. Dlatego ma prawo znać Twoją przeszłość. Zwłaszcza w tej – tak bardzo ważnej, tak bardzo wyłącznej, tak bardzo intymnej, tak bardzo osobistej sferze, jak seksualność.

Seksualność tworzy bardzo silne więzy pomiędzy ludźmi. Ona ma prawo wiedzieć, z kim te więzy Cię łączyły. Ma prawo wiedzieć, jakich konsekwencji Twoich wcześniejszych wyborów może się spodziewać w przyszłości – dla siebie samej, dla Was i dla Waszych przyszłych dzieci. To jest uczciwe, to jest sprawiedliwe – ona powinna to wiedzieć, zanim się z Tobą na poważnie zwiąże. W przeciwnym razie – gdy już się dowie, poczuje się bardzo, bardzo oszukana. Musisz dać jej szansę zmierzyć się z tym trudem, zanim podejmie decyzję, by Ci się oddać, by zawierzyć Tobie swoje życie. Licz się również z tym, że może Cię wówczas zostawić…
Będzie miała do tego prawo i należyte uzasadnienie.

Czasem może się wydawać, że lepiej jest nie mówić. Skoro wiesz, że po powiedzeniu jej wszystkiego może być bardzo źle, skoro wiesz, że gdy jej powiesz, ona może tego nie unieść, może Cię zostawić, to może lepiej nie mówić. Skoro jest Wam dobrze, gdy o niczym nie wie, to może jest lepiej, gdyby się o tym nigdy nie dowiedziała?

To bardzo krótkowzroczne myślenie. Życie jest długie i jest mnóstwo sytuacji sprzyjających temu, by się dowiedziała. To też myślenie w punkcie wyjścia skazujące Wasz związek na „granie w drugiej lidze”. To myślenie, które w punkcie wyjścia zakłada budowanie na kłamstwie. To myślenie zakładające niemożność osiągnięcia pełni jedności, stawiające już na starcie mur, granicę, poza którą nie chcesz jej wpuścić.

A możesz być pewien, że jeśli tylko jest otwarta, szczera i zatroskana o Ciebie – a takiej kobiety Ci życzę – to odkryje ten mur, tę granicę bardzo szybko.

I może się okazać, że życie z nieświadomością, co za nią się kryje, oraz ze świadomością, że coś przed nią ukrywasz, będzie dla niej o wiele bardziej dotkliwa, niż gdyby o wszystkim wiedziała. Będzie bowiem czuła się odrzucona – nie kiedyś tam w przeszłości, ale teraz, teraz, kiedy już jesteście razem. Będzie czuła doskonale, że nie oddajesz się jej cały. Że coś z Ciebie nie jest dla niej dostępne. A naprawdę będzie jej trudno uwierzyć w to, że nikt inny dostępu do tego nie miał czy nie ma…
W takiej sytuacji jej wyobraźnia raczej nie będzie Twoim sprzymierzeńcem.

Pytaniem otwartym pozostaje to, co dokładnie powinieneś jej powiedzieć? Jak dużo szczegółów ujawnić, albo raczej jak dużo powiedzieć wprost, jak dużo ująć w słowa, a ile pozostawić niedopowiedzianym, choć oczywistym.

To trudne pytanie. Myślę, że powinna wiedzieć wszystko to, co nigdy już nie da jej poczucia bycia oszukaną, gdyby kiedyś, gdzieś, za ileś lat, od kogoś innego lub od Ciebie miała się czegoś jeszcze na ten temat dowiedzieć.

Z drugiej strony powinieneś być bardzo ostrożny w ubierania rzeczy w słowa. Słowa mają potworną siłę. Być może lepiej jest dać jej poczucie, że może Cię o wszystko pytać – jeśli będzie chciała to robić, niż wyrzucić z siebie wszystko, nie zważając na jej możliwości przyjęcia tego.

Pamiętaj, że Twoje mówienie jej o Twojej przeszłości będzie przynosiło Ci ulgę (z pewnością bowiem dotychczasowe ukrywanie tego przed nią było dla Ciebie ciężarem). Jej jednak lżej z pewnością nie będzie.

Z każdym Twoim kolejnym słowem jej będzie coraz trudniej. Miej świadomość, że przerzucasz w ten sposób swój ciężar na nią, dlatego to ona powinna móc decydować o tym, kiedy i jak szybko się to dzieje.

W niektórych przypadkach myślę, że zadecydować możesz jednak Ty. Ale motywem nie będzie tu chęć ulżenia sobie, ale Twoja odpowiedzialność za Waszą – wspólną lub rozłączną – przyszłość. Powinieneś powiedzieć jej więcej, niż on chce usłyszeć wtedy, gdy czujesz, że ona ucieka od tego problemu, gdy zachowuje dystans wobec Ciebie, mówiąc, jakoby go nie zachowywała. Gdy nie jest na Ciebie otwarta, a pozór tej otwartości próbuje zachować.

Myślę też, że powinieneś jej powiedzieć, z kim współżyłeś. W ten sposób zdejmiesz podejrzenie z wszystkich innych, niewinnych, znajomych Tobie i jej kobiet. Ta świadomość da jej możliwość jednoznacznego wskazania winnych, jednoznacznego ukierunkowania swojego żalu. Ta świadomość umożliwi jej też wykonanie bardzo trudnego, ale potrzebnego Wam wszystkim kroku – porozmawiania z tą kobietą i powiedzenia jej, że wie wszystko o łączącej Was przeszłości.


Zapraszam do subskrypcji Newslettera


3. Podejmij pokutę i powiedz jej, że pokutujesz

To bardzo ważny element w całym procesie – Twoja, jawna przed nią pokuta. Nic bardziej nie daje skrzywdzonemu poczucia, że krzywdzący żałuje, jak fakt, że podejmuje pokutę. To przywraca skrzywdzonemu poczucie sprawiedliwości, poczucie, że rachunki zostają jakoś wyrównane, że krzywdzący ponosi karę i stara się coś naprawić.

Nie znajduję jak na razie lepszej w tej sytuacji formy pokuty, jak po prostu modlitwa. Módl się za swoją dziewczynę/narzeczoną/żonę. Módl się codziennie, konkretnie (np. odmawiając Różaniec), o stałej porze i informuj ją – za każdym razem (np. SMS-em), że właśnie zaczynasz się w jej intencji modlić.

Pamiętaj, że Twoja modlitwa nie powinna mieć w najmniejszej mierze charakteru presji czy nawet sugestii tego, że ona powinna się zmienić. Nie naprawiasz tą modlitwą swojej dziewczyny, narzeczonej czy żony – bo np. nie potrafi Ci przebaczyć. Taka przemiana może się dokonywać, ale nie wolno Ci zakładać takiej motywacji, a tym bardziej informować ją o tym, że właśnie o to się modlisz.

W tej sytuacji nie wolno Ci się modlić jak „uzdrowiciel” o łaskę dla potrzebującej uzdrowienia. Nie jesteś w tej sytuacji uzdrowicielem – jesteś tym, który „przyniósł chorobę”.

Masz się modlić o to, by Bóg jakoś pomógł Ci zadośćuczynić za to zło, które jej wyrządziłeś, aby zaleczył ranę, którą jej zadałeś, aby jej ulżył i przywrócił jej radość – choćby Cię miała zostawić i nigdy już nie chcieć być z Tobą.

I jeszcze jedno. Nie módl się w intencji kobiety, z którą kiedyś współżyłeś. Względem niej zalecam Ci inne podejście.



 


Pobież za darmo:



 

4. Powiedz kobiecie z przeszłości, że Twoja dziewczyna o wszystkim wie, a potem pozwól tamtej w sobie „umrzeć”

W całej tej nieszczęsnej sytuacji, tym nieszczęśliwym układzie, trójkącie – Ty, kobieta z przeszłości i ta, z którą teraz jesteś, istnieje pewien układ „sił”, który należy zmienić. Istnieje jakaś więź, przymierze wspólnego grzechu pomiędzy Tobą a kobietą z przeszłości. Ta, z którą teraz jesteś, czuje się w tym osamotniona, zdradzona, upokorzona. Ona wie, że coś Was – Ciebie i tamtą kobietę – nadal łączy, czyli pamięć wspólnego grzechu, wspólnej winy. W tym jednym nadal pozostajecie razem. Stoicie w jednym szeregu – to jednak nie ten sam szereg, w którym stoi Twoja dziewczyna.

Ona jest tu upokorzona. Ma świadomość, że istnieje kobieta, która współżyła kiedyś z mężczyzną, z którym ona teraz jest. To bardzo upokarzające odczucie.

Ta niesprawiedliwa proporcja upokorzenia winna zostać odwrócona.

Krzywdziciel zachowuje nad skrzywdzonym swoistą władzę, przewagę dopóty, dopóki skrzywdzony milczy. Kochanka ma przewagę nad żoną tak długo, jak długo żona nie nazwie jej kochanką, jak długo kochanka myśli, że żona o niczym nie wie.

Dlatego powinieneś powiedzieć dziewczynie z przeszłości, że ta, z którą teraz jesteś – o wszystkim wie.

W sytuacji zdrady to nie żona powinna się czuć niekomfortowo, ale kochanka.

Wiem, że to porównanie do żony i kochanki jest trochę zbyt mocne – będąc kiedyś z tamtą kobietą, mogłeś mieć poczucie, że ją kochasz, a w związku z tym, że nikogo nie zdradzasz. Ona mogła mieć takie samo odczucie. Nie zmienia to jednak faktu, że Twoja potencjalna żona będzie żyła ze świadomością, że inna kobieta miała do Ciebie dostęp. A ta kobieta będzie miała poczucie, że miała dostęp do męża Twojej żony. Jak by na to nie patrzeć, Twoja żona będzie się czuła jak zdradzona.

I będzie to uzasadnione odczucie.

Żona potrzebuje wiedzieć, co łączyło Cię z tamtą kobietą. Tamta kobieta powinna też wiedzieć, że żona o wszystkim wie. To tworzy właściwe proporcje. Do ukorzenia się i skruchy w ten sposób zaprasza się właściwe osoby.

Nie chodzi teraz o jakieś zamierzone upokarzanie jej – chodzi tylko o przekazanie tej informacji. Tylko tyle: „Ta, z którą teraz jestem, o wszystkim wie”. To wystarczy.

Gdy już jej to powiesz, pożegnaj się z nią, a potem pozwól jej w sobie „umrzeć”. W przeciwnym razie będziesz stale rozgrzebywać ranę w sercu tej, z którą teraz jesteś.


Zapraszam do subskrypcji Newslettera


5. Poproś tą, z którą teraz jesteś, o przebaczenie

Tu podkreślę tylko dwie rzeczy. Po pierwsze – poproś o przebaczenie, nie zaś domagaj się go. Daj jej prawo do tego, by Ci nigdy nie przebaczyła. Nie masz prawa żądać tego przebaczenia od niej (nawet jeśli wydaje Ci się, że Bóg tego od niej żąda). Ty nie masz prawa. Możesz tylko o to przebaczenie prosić.

To niedomaganie się przebaczenia i dawanie jej prawa, by Ci go nie okazała, jest paradoksalnie najprostszą chyba drogą do tego, aby tego przebaczenia właśnie doświadczyć.

Gdy żądasz przebaczenia, opuszcza Cię skrucha, a przynajmniej jej nie widać – widać tylko Twoje żądanie, żądanie tego, który skrzywdził, a który teraz jeszcze domaga się dodatkowego wysiłku od tej, którą skrzywdził. Gdy dajesz prawo do tego, by Ci nigdy nie przebaczyła – stawiasz się we właściwej pozycji – osoby, która żałuje tego, co zrobiła, i wie, że nie ma możliwości w stu procentach naprawić tego, co zepsuła. Stawiasz się w sytuacji osoby, której „nie należy się” przebaczenie, która nie „zasłużyła” na nie.

Dlatego proś o przebaczenie i nie wywieraj na nią presji, by Ci je okazała – to po pierwsze.

Po drugie – nie przestawaj pokutować, nie przestawaj się za nią modlić tak długo, jak długo nie odczujesz, że Ci przebaczyła.


Zapraszam do subskrypcji Newslettera


6. Bądź cierpliwy, pokorny i pełen szacunku dla siebie

W tego typu sytuacji żale przelewają się w tę i z powrotem. Wielokrotnie doświadczysz pewnie, że ta, z którą teraz jesteś, oskarża czy karze Cię nad miarę. Będziesz czuł się niesprawiedliwie traktowany. Uznając swoją winę, możesz wielokrotnie odczuwać, że w jej oczach i ustach ta wina nabiera rozmiarów zbyt wielkich, nieprzystających do tego, co uznajesz za prawdziwe.
Mów więc jej o tym. Mów otwarcie. Broń trudnej prawdy tej sytuacji. Uznaj to, co jest Twoją winą, i nie zgadzaj się na oskarżanie Cię o cokolwiek więcej.

Masz prawo do szacunku. Wiedz jednak, że w różnych chwilach może być jej bardzo trudno Ci go okazać. Dlatego powinieneś być bardzo cierpliwy. Czas pomaga goić się ranom i jeśli będziesz postępował mądrze i pokornie – będzie Twoim sprzymierzeńcem.
Musisz się jednak liczyć z tym, że nawet jeśli Ci przebaczy – może się z Tobą rozstać. Małżeństwo jest pewnym „przymierzem”, zadaniem do wykonania, swoistą „drużyną”, do której ona może już chcieć zaprosić kogoś innego (choć teraz wcale nie musi wiedzieć, kogo).

Taka decyzja nie musi być wcale wyrazem jakiejś kary względem Ciebie czy zemsty. Może być po prostu zwykłym, racjonalnie uzasadnionym wyborem (choć emocjonalnie trudnym), w którym ona – mając świadomość potencjalnych konsekwencji wynikających z Twojej przeszłości – nie zdecyduje się zawierzyć Ci swojego życia oraz życia swoich przyszłych dzieci.

Pamiętaj, że ma do tego prawo. W chwili, gdy kiedyś decydowała się na bycie z Tobą, nie wiedziała tego, co wie teraz. A jeśli nawet wielokrotnie z jej ust słyszałeś, że Cię kocha, to pamiętaj, że nie każda miłość musi prowadzić przed ołtarz. Dopóki nie wypowiemy sakramentalnego „tak” – każdy z nas ma prawo się wycofać.


Zapraszam do subskrypcji Newslettera


7. Bądź wdzięczny Bogu, że Ci przebaczył

Niezależnie od tego, co spotka Cię z jej strony – wiedz, że jeśli wyznasz szczerze i ze skruchą Bogu swoje grzechy – przebaczy Ci.

Jego miłość gwarantuje Ci Jego stałą obecność przy Tobie (jeśli tylko Ty z własnej woli nie wyrwiesz się Mu). I niezależnie od tego, jaką miałeś przeszłość, będzie Ci chciał na nowo dać wszystko to, co dla Ciebie najlepsze.

I choć wielu konsekwencji nie zmieni i nie odwróci czasu, to uzdolni Cię do przebaczenia sobie samemu i innym oraz da Ci siłę do kroczenia drogą, która jeszcze przed Tobą. Bądź mu za to wdzięczny.

To, jakie w ostateczności będą konsekwencje Twoich wcześniejszych doświadczeń seksualnych, jest zależne od wielu czynników. Czasem jest tak, że tych konsekwencji trudno jest się dopatrzyć. Innym razem wloką się one za ludźmi przez wiele, wiele lat. I czasem dopiero po naprawdę wielu latach się ujawniają.

Na ile to możliwe, staraj się minimalizować ich negatywny wpływ. Nade wszystko jednak staraj się o wewnętrzne uporządkowanie.
Dziewictwo to bardzo piękny dar, jaki można wnieść do swego przyszłego małżeństwa. Jednak jego posiadanie nie jest warunkiem koniecznym bycia dobrą żoną czy dobrym mężem. A już z pewnością nie jest warunkiem wystarczającym.

Niezależnie od Twoich wcześniejszych doświadczeń – czystość jest dla Ciebie dostępna. I jesteś do niej zaproszony!

Moc Bożego przebaczenia, cud niepamięci, powtórne narodziny z wody i z Ducha, potęga nawrócenia – wierzę, wierzę w to gorąco – są w stanie przywrócić pierwotną niewinność duszy, odnowić czystość umysłu, a ciało znów nauczyć języka prawdziwej miłości.

Wierzę w to!

„Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją.” (Iz 1,18)

Wierzę w to! I tego Ci gorąco życzę.

Istnieją też inne strategie

Temat jest zbyt ważny, zbyt delikatny, by go szybko zostawić. Cytuję fragment korespondencji, który może być dla Ciebie pomocny.

LIST:

Witaj, Sylwek!

Czytałem ostatnio książkę ks. Malińskiego „Zanim powiesz kocham” – bardzo prosta i mądra książka. W tej to pozycji pisze duchowny autor takie słowa: „A przecież tak nie wolno. Człowiek najbardziej uwielbiany jest tylko człowiekiem. Nie jest naszym panem – ani życia, ani śmierci, ani naszego losu. Dla przykładu – nie masz obowiązku zdradzać przed nim wszystkich swoich tajemnic, nawet gdyby o to prosił, nawet gdyby tego żądał. Są sprawy, które mogą być wiadome tylko Tobie i Bogu. Nie wolno ci opowiadać np. o twojej przeszłości erotycznej. Od tego jest sakrament pokuty. A twój ukochany jest tylko człowiekiem. Gdybyś powiedział ukochanemu człowiekowi to, czego on bezprawnie żąda, skrzywdzisz go, możesz spowodować jego wcześniejsze czy późniejsze odejście” (Ks. M. Maliński, Zanim powiesz kocham, Wrocław 1996, s. 110n).

Piszę ad vocem Twoich 7 punktów strategii nie po to, by zakwestionować wszystko w nich (bo tak nie jest, są rzeczy godne uwagi), ale czy nie ma racji rzeczony Ksiądz autor?

MOJA ODPOWIEDŹ:

Witaj,

Być może ma rację. Nie mam jednak pewności, czy przypadkiem nie mam jej (też) ja. Znam księdza, który pisze, że osoba z wcześniejszymi doświadczeniami seksualnymi nie powinna nawet prosić osoby dziewiczej o możliwość bycia razem, albo że taka osoba nie powinna zostać księdzem. Trudno tu o bezdyskusyjną rację. Tej też nie chcę sobie przypisywać. „Strategia” jest tylko propozycją rozwiązania – jak widać, jedną z wielu.

Sylwek



 


Pobież za darmo: